Z katowicką drukarnią za pan brat

Kiedy skończyłam filologię polską byłam osobą z głową pełną ambicji i wielkich planów. Jak to zwykle bywa, brak pracy i panujące bezrobocie szybko sprowadziły mnie na ziemię. Sama nie wiem, czego właściwie się spodziewałam. Raczej nie tego, że kilka długich miesięcy spędzę w domu, nudząc się jak mops. Wtedy pomoc nadeszła z nieoczekiwanej strony. Kolega zaproponował mi praktyki w miejscu, o którym nawet wcześniej nie pomyślałam…

Przygoda w katowickiej drukarni

katowicka drukarniaNigdy w życiu nie zastanawiałam się jak wygląda proces tworzenia książki czy gazety. Otrzymywałam do ręki gotowy produkt i na tym kończyła się moja wiedza na ten temat. Tym razem mogłam zobaczyć na własne oczy, jak wygląda proces druku od podszewki. Katowicka drukarnia to miejsce, w którym poczułam się jak ryba w wodzie. Wreszcie znalazłam się w takim miejscu, w jakim zawsze chciałam być. Kolega wprowadził mnie w arkana zawodu drukarza. Oczywiście jako praktykantka nie zajmowałam się poważnymi rzeczami, ale nauczyłam się tam mnóstwo. Wiedza dotycząca farb drukarskich, rodzajów czcionek, klejenia książki, bindowania papieru jest dla mnie bezcenna. Z radością dziecka wpatrywałam się jak papier umieszczany jest na wielkiej prasie. Nie zapomnę tej przygody do końca życia. Pamiętam też, jak pomagałam przy pracach korektorskich. Do dziś kojarzę zapach świeżej farby – poznam go zawsze i wszędzie. Teraz już wiem, że ukończenie filologii polskiej nie oznacza tylko pracy w zawodzie nauczyciela. Drukarnia także czeka na absolwentów polonistyki.

Te praktyki okazały się przełomowych wydarzeniem w moim życiu i ciekawym doświadczeniem. Charakterystyczna woń farby unosząca się wokół tamtego miejsca sprawia, że chciałabym tam wrócić. Kto wie, może uda się uzyskać w przyszłym roku chociaż pół etatu. Podstawy mam już opanowane.